Dziennik: #3 – Jak to się zaczęło

Kategorie Dziennik

15.07.2019

Cześć.

Powoli zaczynam się przygotowywać do bardzo długiego wpisu już jako blog. Ale dzisiaj nie o tym… na pewnej grupie fotograficznej ktoś udostępnił post z zapytaniem do fotografów jak to się zaczęło. 
Szybko nie musiałem się namyślać aby jednak opowiedzieć tą historię jak to było u mnie, ale postanowiłem że z wami podzielę się tą historią, a nie na tej grupie 🙂

Już od małego dzieciaka lubiłem aparaty, zasadniczo to od momentu kiedy pojawiła się u nas w domu kamera to lubiłem nagrywać, lubiłem być nagrywany, potem odziedziczyłem taki stary aparat i trochę fotografowałem.  Kilkanaście lat później a dokładnie jakoś w 2012 roku w Ostrołęce pojawiła się moda na bycie fotografem – dosłownie każdy nim był. Każdy robił sesję – wtedy i ja miałem na to jakąś zajawkę ale nie chciałem być jak inni żeby ta moda mnie pokonała, zapomniałem o tym. Po dwóch latach jakoś mi się o tym przypomniało ale ponieważ byłem jeszcze dzieciakiem, który nie miał swoich pieniędzy jakoś na święta dostałem od rodziców propozycję że jeżeli chciałbym aparat to mi go kupią na gwiazdkę i urodziny. Zgodziłem się, ale ponieważ byłem dzieciakiem już jakimś myśleniem (do tego jeszcze moja dziewczyna – już narzeczona) mówiła mi żebym tak nie ciągnął od rodziców pieniędzy więc wziąłem aparat kompaktowy marki Nikon, który leży gdzieś w szafce do dnia dzisiejszego. Zdjęć nim nie robiłem, służył mi bardziej do nagrywania. Powoli kończyłem już Zasadniczą Szkołę Zawodową i dowiedziałem się o szkolnym kółku fotograficznym, w sumie to chciałem fotografować a takie kółko jakoś by mnie do tego wprowadziło więc postanowiłem się zapisać. Tydzień przed moim pierwszym spotkaniem grałem imprezę – półmetek mojej znajomej, poznałem tam fotografkę i w sumie zaciekawiło mnie to ponieważ ja też wybierałem się na takie zajęcia i ciekawiło mnie ile można z tego wyciągnąć. (w sensie kasy). 
Byłem na spotkaniu z tym moim aparacikiem i fotografowaliśmy widoczki. Na kolejnym spotkaniu trzymałem już w rękach jedną ze szkolnych lustrzanek i sobie tak fotografowaliśmy. Pamiętam też że nie na każdym spotkaniu mogłem być ponieważ zaczęła się moja szkoła weekendowa a spotkania często były w dniu moich zajęć. Gdzieś po drodze pojawiły się moje pierwsze Mimo wszystko od samego początku mojej przygody jakoś strasznie ciągnęło mnie do fotografowania ludzi, zrobiłem sesję mojej obecnej narzeczonej i kilku koleżankom i jakoś tak to sobie powoli leciało. Stwierdziłem że chyba muszę kupić sobie lustrzankę – a że w szkole pracowałem na Canonie 350d to wziąłem sobie ten sam model z allegro ponieważ już go znałem i potrafiłem w miarę obsłużyć – tak pamiętam to. Do tego obiektyw 18-55. Tym aparatem zrobiłem znowuż kilka sesji i trafiło się pierwsze poważniejsze zlecenie, totalnie nieprzygotowany pojechałem i zrobiłem te zdjęcia. Jak wróciłem do domu zobaczyłem że jeszcze długa droga przede mną i że nie mogę się poddawać. Znalazłem w sieci post o warsztatach fotograficznych więc poszedłem do Krzyśka. Nauczyłem się tam fotografować w Rawach i poznałem działanie światła studyjnego.  Po powrocie cały czas dłubałem i dłubałem przy zdjęciach, trafiły się kolejne zlecenia u Ani więc miałem możliwość sfotografować okoliczność lepiej, najlepiej jak potrafię i byłem już bardzo zadowolony z efektu jaki wyszedł. 
Mimo wszystko cały czas brakowało mi tego czegoś…. ale jeszcze nie wiedziałem czego (w zasadzie to jeszcze wszystkiego – umiejętność i sprzęt) ale jak to początkujący wszystkowiedzący „fotograf” stwierdziłem że wina leży w sprzęcie więc pojechałem przed samym chrztem Mikołaja i kupiłem aparat – Canona 1300D z obiektywem 50mm – generalnie jakoś tak zakochałem się w plastyce jasnego szkła i ogniskowej typowo pod portret. Chrzest też mi bardzo świetnie wyszedł, zwłaszcza że o ile dobrze pamiętam fotografowałem w kościele bez lampy i mogłem użyć iso wyższe niż 1600 (WOW). 
Czasami jak oglądam te fotki to był jeden z moich najlepszych chrztów w tamtych czasach – mówię jakby to było ze dwadzieścia lat temu a jednak tylko o ile dobrze pamiętam to dwa. Hah. 
Robiłem więcej sesji, kupowałem coraz to różny sprzęt, szerokie obietywy, wąskie, stałki, zoomy przeróżne. Było warto? Nie. 
W zeszłe wakacje gdy już miałem jakąś wiedzę i brakowało mi jednak tej pełnej klatki kupiłem już aparat z wyższej półki – Canona 6D, sprzedając 350d a 1300d został jako backup, międzyczasie doszła sigma 35 1.4 arta czyli już naprawdę świetne szkło, 85-tkę Yongnuo zamieniłem na Canonowską wersję i jakoś sobie fotografuję i jestem tutaj gdzie jestem. Po dwóch latach od mojego pierwszego reportażu myślę już na poważnie o fotografii, chcę być fotografem i chcę z tego żyć, ponieważ kocham to co robię – ale moja droga była dość kręta, wiecie czemu? Tak jak napisałem to na samym początku tego wpisu. Chciałem fotografować dla pieniędzy i to był błąd bo pierwsze moje zlecenia zaczęły się w sumie znikąd, jakoś tak.. i nie zarabiałem kroci, do teraz nie zarabiam i nie chcę tego robić dla pieniędzy – najbardziej cieszy mnie to że ktoś docenia moją pracę, że ktoś się cieszy z tych zdjęć, że robię to co lubię i kocham. Po 22 latach już wiem co chcę robić w swoim życiu, ale nie było by mnie tutaj gdybym nie zaczął. Dlatego apeluję! Róbcie to co lubicie, próbujcie nowych rzeczy bo być może przypadkowo znajdziecie swoją pasję a może i sposób na zarobek. 
Prawdziwe szczęście jest wtedy jak się robi to co się kocha. 
Co dalej planuję? Z początku mojej tej fotoprzygody chciałem iść w fotografię fashion, hmmm w sumie dalej chcę, ale zaczyna mi się podobać na ślubach jest tyle pięknych emocji, tyle tego wszystkiego. mmm. No nic, trzymajcie kciuki i róbcie to co kochacie 🙂 Ściskam, Marcin 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *